niedziela, 15 czerwca 2014

Statek czasu

Każdy z nas był kiedyś dzieckiem. Piękny czas, gdy wszystko wydaje się możliwe. Podróże w czasie, nieodkryte skarby, tajemnicze tunele, szyfry, listy.... co tylko wyobraźnia podsunęła do pełnej pomysłów głowy. Gdzie miejsce na książki? No oczywiście na pierwszym miejscu. Dobre powieści przygodowe działały jak paliwo czy też dobry zestaw witamin dla zgłodniałej wyobraźni. Szkoda, że w moim dzieciństwie nie było takiego Pana Baccalario...
Pewnego pięknego dnia czwórka dzieci odnajduje ukryty wśród traw zniszczony statek. Łódź wygląda tajemniczo i niesamowicie. Podarte żagle, połamane wiosła i zdewastowany pokład robią przygnębiające wrażenie. Jednocześnie każdy z młodych odkrywców ma uczucie, że łódź przywołuje ich, kusi i zachęca do rozpoczęcia prac naprawczych. Kiedy dzieci wchodzą na pokład odkrywają wiele tajemniczych śladów i przedmiotów, wśród których najważniejsze to notatnik z zapiskami niejakiego Ulissesa sporządzony w nieznanym języku i tajemnicza kostka pokryta cyframi. Nie wdając się w szczegóły powiem, że dzieciaki rozwiązują zagadki i wyruszają w pełną przygód podróż, która czytelnikowi dopiero da popalić.
Szyfry i zagadki to nieodłączna część tej powieści.
Powieść pochłonęła mnie bez reszty. Czyta się ją fenomenalnie. Wspaniałe tłumaczenie Marzeny Radomskiej doskonale odzwierciedla zamysł autora. Książka jest od początku do końca kufrem ze skarbami. Otwierasz i blask zawartości oszałamia Cię bez reszty. Zachwyciło mnie to, że powieść (umiejscowiona w dobie komputerów, internetu i dzieci "z wyrobionymi kciukami") pokazuje, że można też inaczej. Główni bohaterowie na wstępie pokazani są jako namiętni gracze komputerowi, jednak z czasem przedkładają morską podróż i główkowanie ponad ślęczenie przed monitorami. Znamiennym momentem jest przekazanie wszystkich gier dwóm chłopcom, którzy zrezygnowali z przygody na statku. To bardzo jasne przesłanie - wstań, wyjdź na dwór i rozejrzyj się. Może za rogiem znajdziesz dużo lepsze przygody niż przed ekranem komputera? 
Książka jest przepięknie wydana. Twarda okładka z obwolutą robią wrażenie. A właśnie obwoluta! Dla prawdziwego poszukiwacza przygód stojącego przed półką w księgarni będzie ona znakiem, że w tej książce kryją się niesamowite przygody. Nawet ja (stanowczo sprzeciwiająca się ściąganiu obwolut z książek) w tym przypadku zdjęłam i moim oczom ukazało się.... zobaczcie sami. 

Obwoluta jak obwoluta, jednak po jej zdjęciu....
... czytelnik odkrywa, że jest to kartka ze starej gazety...
.... z tajemniczą mapą i arcyciekawymi zapiskami!
 To jedna z tych książek, które stanowią baterię dla dalszego życia. Czy dziecko czy dorosły - każdy po przeczytaniu tej książki będzie miał wrażenie, że świat stoi przed nim otworem. Wystarczy tylko trochę odwagi, szczypta wyobraźni i ... voila!

piątek, 13 czerwca 2014

Tajemnica białej kredki :-)

Dzisiejsza zabawa kredkami z Markiem:
Marek: Mamo, jaki kolor powstanie jak zmieszamy żółty i niebieski?
Ja: Zielony synku.
Marek: A Czarny i biały?
Ja: Szary.
Marek: A biały i biały?
Ja (lekko przerażona) ??? No... chyba biały....
Marek: Nieprawda! Przezroczysty!!!

środa, 11 czerwca 2014

Dom duchów

Pewnego dnia będąc z wizytą u przyjaciół zauważyłam na półce książkę. Przyjaciele należą do zaufanej ciżby książkochłonów, którzy mają tę rzadką cechę, że książki pożyczone oddają, a i swoich woluminów pilnują. Wiedząc, że zaufanie w powyższych kwestiach działa tu w dwie strony, cichutko szepnęłam Pani domu do uszka: "Mogę pożyczyć?" Pani domu wspaniałomyślnie zgodziła się pod warunkiem, że oddam w rozsądnym terminie. I tu nastąpił klops. 
Trzy pokolenia kobiet, których losy niczym bluszcz oplatają się wokół życia Estebana Trueby. Każda z tych kobiet jest dla niego zarówno niezmierzonym szczęściem jak i osobistą tragedią. Każdą kocha Go do szaleństwa; miłością, która boli i krzywdzi. Każda z nich kocha jednocześnie do bólu Go nienawidząc. Losy bohaterów snują się przez dziesięciolecia przeplatając się burzliwą historią Chile. 
Książkę początkowo czytało mi się wspaniale. Ot mistrzowsko napisana saga - trochę tajemnicza, trochę mistyczna, z nutką konserwatyzmu. Wszechobecna magia i pojawiające się duchy towarzyszące wszystkim kobietom Estebana powodują, że powieść  est wyjątkowa. Niestety im dalej w las tym... hmmm, tym drzew mniej. Bo z upływającymi stronicami powieści moja ciekawość dalszych losów bohaterów malała ustępując miejsca znudzeniu i znużeniu. Końcówkę po prostu wymęczyłam gnana terminem zwrotu książki. Gdyby nie to, że właścicielka książki lubi dyskutować nad pożyczonymi woluminami pewnie porzuciłabym ją niedoczytaną. 
Cóż - w necie jest wiele recenzji, które wychwalają "Dom duchów" pod niebiosa. Niestety nie dołączę do tych głosów. Książka jest świetnie pomyślana, niestety psują ją wątki historyczne. Moim zdaniem to co miało książkę upiększyć tylko jej zaszkodziło. A szkoda.  

środa, 4 czerwca 2014

Ja Cię urodziłam, Ty uczyniłeś mnie Mamą... :-)

Macierzyństwo jest piękną ... trudno to nazwać rzeczą, raczej jest to zjawisko. Dla jednych zwykłe, normalne, codzienne, dla innych każdy dzień jest darem od Boga. Ja jestem tak gdzieś po środku, ale takie filmy i spoty przybliżają mnie do tej drugiej grupy.


Mam dwoje dzieci - Basię  i Marka. Każdego dnia dziękuję, że są. 

wtorek, 3 czerwca 2014

Trzymajcie kciuki :-)

W pracy mej głupota zaczyna się znowu uaktywniać, ale mam nadzieję, że damy radę. Wprawdzie nie jest to głupota taka jak trzy lata temu i jej uskrzydlenie nie powala, ale i tak łatwo nie będzie. Zgodnie z powiedzeniem "umiesz liczyć, licz na siebie" odwalam brudną robotę z koleżanką zza biurka, co trochę wkurza, ale damy radę. Ważne, abyśmy po akcji mogły zaśpiewać: "We Are The Champions"! 

niedziela, 1 czerwca 2014

Dlaczego mleko jest białe?

"Dlaczego mleko jest białe" to trzeci tom z serii książeczek dla ciekawskich dzieci. Dwa pierwsze tomy pt. "Skąd się biorą dziury w serze?" i "Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty?" zajmują jedno z głównych miejsc w biblioteczce moich smyków. Wszystkie trzy książki zawierają odpowiedzi na pytania, które często spędzają sen z powiek biednych rodziców i gdyby nie Wikipedia... krucho by było.... 
"Dlaczego mleko jest białe" różni się od dwóch pierwszych części. Właściwie to zupełnie inna książka (jakby nie patrzeć również inny autor) jednak wydawca "Prószyński i s - ka" wydając ją identycznie jak dwie poprzedniczki uczynił świetną trzytomową serię, która jest łakomym kąskiem dla młodych namiętnie pytających ciekawskich stworzeń. 
Pytań jest wiele: dlaczego mleko jest białe?, czy chleb puszcza bąki?, dowiemy się też skąd się biorą pomidory, jak zrobić lukier, z czego składa się czekolada i jak ważne są w naszym życiu zioła (łącznie ze znienawidzonymi przez moje dzieci pokrzywami). W odróżnieniu od dwóch poprzednich tomików, ta książka oprócz odpowiedzi na często zadawane pytania zawiera również "kąciki wiedzy", które w sposób surowy (bez dziecięcych bohaterów) wkładają do główek niezbędną wiedzę. Jest to naprawdę przydatne, zwłaszcza gdy Starsza przerabia w szkole temat pasujący do książkowej historyjki. I tak kilka dni temu nauczycielka zadała pytanie o skarby polskiej ziemi i dzięki książce, od soli (która jeszcze jako tako do tematu lekcji pasowała) dzieciaki przeszły do makaronu i przez truskawki i kaszel dotarły do ziemniaków... nie była to lekcja o skarbach naszej ojczyzny, ale dzieci wyszły z klasy z wypiekami na twarzy. 
Książka w swojej treści chowa niespodziankę, a mianowicie zawiera kilka łatwych przepisów kulinarnych, które - przy dobrej woli dorosłych - dzieciaki mogą samodzielnie zrealizować. Moja Starsza zrobiła lukier na ciasteczka i była przeszczęśłiwa :-)
Jak wszystkie książeczki z tej serii tak i ta jest pięknie wydana. Twarda okładka, lśniący papier i duże wyraźne ilustracje robią z tej pozycji świetnego kandydata na prezent dla każdego dziecka.  Należy jednak pamiętać, że opowiadania zawarte w książce nie są proste i banalne. Te historyjki mogą stanowić wstęp do naprawdę poważnych rozmów i dyskusji. Dlatego warto zacząć od dwóch poprzedniczek, które zawierają odpowiedzi na arcyciekawe pytania a jednocześnie są - moim zdaniem - skierowane do młodszych dzieci. A jak zabłysną oczy - cóż, wtedy pędzimy dalej!



środa, 28 maja 2014

Złodziej wrót

Orson Scott Card lubi tworzyć kilkutomowe powieści z dziećmi w roli głównej. Najlepszym przykładem takiego dziecięcego bohatera jest Ender i jego przyjaciel Groszek. Ich losy ciągną się przez kilka tomów, a każdy tom jest lepszy od poprzedniego. Ciekawi mnie, czy saga o Danny'm będzie równie udana...
Złodziej wrót" to kontynuacja przygód Danny'ego należącego do prastarej rodziny magów. Orson Scott Card nabiera rozpędu, przyspiesza i demoluje spokój ducha czytelnika. W pierwszym tomie pt. "Zaginione wrota" Danny został przedstawiony jako zagubiony chłopiec, którego posiadane umiejętności nieco przerastają. Na oczach czytelnika Danny uczył się korzystać z magii, nabierał pewności siebie i pojmował, że jest wyjątkowy. W drugim tomie mamy do czynienia z pewnym siebie nastolatkiem, świadomym swojej wartości i stawiającym warunki otoczeniu. Tu nie ma już stagnacji. Wydarzenia prą do przodu i zaskakują zwrotami akcji. 
Danny już wie, że jest magiem wrót, a jego największym darem jest tworzenie Wielkich Wrót, które prowadzą do Westilu będącego kolebką ziemskich magów. Coraz lepiej panuje nad swoimi umiejętnościami. Co więcej - dowiaduje się, że nie jest sam. Poznaje innych magów, których umiejętności są związane z magią wrót. Pewnego dnia Danny splata wrota, które prowadzą do magicznej krainy. Przejście przez nie przez któregokolwiek z magów wzmocni po stokroć umiejętności, którymi dysponuje. Patrząc przez pryzmat wiszącej "na włosku wojny" jest to śmiertelnie niebezpieczne. Wieść o Wrotach rozchodzi się w tempie błyskawicy wśród rodzin co powoduje, że Danny staje się zwierzyną, a Magowie - łowczymi. Chcąc ukryć się przed poszukującymi go magami  Danny zapisuje się do szkoły i próbuje wieść zwykłe ludzkie życie. Udaje mu się to tylko w niewielkim stopniu. Na pewno jednak będąc zwykłym uczniem zyskuje kilku  oddanych przyjaciół, którzy na tyle mu zaufali, aby mógł uznać ich za współsprzymierzeńców w walce ze złem. A zło czai się naprawdę blisko....
Drugi tom powieści jest bardziej.... ludzki. Danny przybiera postać typowego nastolatka ze zwykłymi marzeniami i rozterkami. Walczy z młodzieńczą namiętnością, dokonuje wyboru pomiędzy dziewczętami walczącymi o jego względy, popada w konflikt z nauczycielem - wszystko to powoduje, że główny bohater zyskuje na realności i zwyczajności. Jednocześnie Danny co chwila zaskakuje magicznymi umiejętnościami, które niejednego ratują z opresji, a jego samego co i rusz pakują w tarapaty. 
Rozczarowała mnie końcowa część powieści. Kiedy wszystko wskazuje na to, że będziemy świadkami jakiegoś kluczowego wydarzenia, nagle autor raczy nas wyimaginowaną filozoficzną papką o... właściwie nie wiem o czym. Bogowie przeplatają się z ludzką anatomią, a istota człowieczeństwa z odpowiedzialnością za własne czyny. Szkoda, bo losy Danny'ego i jego przyjaciół naprawdę mnie wciągnęły i gdyby nie końcówka z niecierpliwością czekałabym na dalsze losy. A tak - moja niecierpliwość została okraszona lękiem co mnie spotka w trzeciej części. 

wtorek, 13 maja 2014

Historia zatacza koło... Arfik wczoraj i dziś!

Pamiętacie Arfik? Piosenki z mojego dzieciństwa. "Moja siostra królewna", "Urodzinki" i w kółko śpiewane "Szybko zbudź się, szybko wstawaj"...

A teraz 

v

Moje dziecię śpiewać będzie :-))) Trzymajcie kciuki!

poniedziałek, 12 maja 2014

Sezon na cuda

Trochę śmiesznie czytać o przygotowaniach do Wigilii w piękny majowy poranek, ale nic to. Warto było. Książka nie tyle w klimacie świątecznym co tak ogólnie wyjątkowo klimatyczna. Bo cóż więcej trzeba do zauroczenia czytelnika - szczypta magii świątecznej, garść rodzinnego ciepła, troszkę humoru, a to wszystko polane pięknymi górskimi widokami... aj!
Wśród śniegów i mrozów przenosimy się do miejscowości w Sudetach o nazwie Malownicze. Tam wiele się dzieje. Uczniowie przygotowują szopki bożonarodzeniowe, w pensjonacie Uroczysko szykowana jest wigilijna wieczerza, uczucia iskrzą pomiędzy bohaterami (zarówno te megapozytywne jak i te negatywne). W tym całym przedświątecznym galimatiasie poznajemy dalsze losy właścicielki pensjonatu Uroczysko Mai. Maja oprócz pensjonatu jest nauczycielką w liceum, mamą dorastającej nastolatki i kobietą walczącą o swoje szczęście. Poznajemy też losy Pani Leontyny - przeuroczej staruszki, która swoją szansę na miłość (na pierwszy rzut oka) zaprzepaściła. Maję i Leontynę łączy wielkie serce - nie potrafią obojętnie przejść obok ludzkiego nieszczęścia co jest powodem wielu... perypetii? niespodzianek? Trudno to nazwać. Niewątpliwie jednak przesłanie powieści jest wyraźne - kochaj i pomagaj, a szczęście na pewno zapuka do Twych drzwi. 
Powieść jest piękna - tak po prostu, świątecznie piękna. Ciepła, radosna, pełna mrozu, śniegu i uczuć. Pełna przedświątecznej radości i świątecznych cudów. Byłam zachwycona, nawet w maju :-)

niedziela, 4 maja 2014

Idealne życie

Katarzyna Kołczewska to moje odkrycie roku. Kobitka ma pióro, którego jestem szczerym fanem. Pierwszą książkę pt. "Kto jak nie ja" pochłonęłam w kilka dni. Drugą "Idealne życie" przeczytałam w ciągu doby. Po lekturze zapytać pragnę: dlaczego ta powieść jest taka krótka? Pani Kasiu, przecież można było to i owo skomplikować, to i owo przeciągnąć... może dwa tomy by powstały... a tak co? Niedosyt został i tyle...
Dwie siostry bliźniaczki - Ewa i Ela. Pierwsza z nich mieszka w Sandomierzu z mężem, dwójką dzieci i mamą. Wiedzie życie prawdziwej Matki Polki dzieląc swój czas pomiędzy dom i pracę. Na siebie już nie bardzo ma czas. Druga siostra odniosła spektakularny sukces. Mieszka w Warszawie, jest dyrektorem w dużej firmie farmaceutycznej, ma nowoczesny dom, mnóstwo kasy, domek w Zakopanem i wszystkie te rzeczy, które należy posiadać, aby - zdaniem niektórych - być szczęśliwym i bogatym. Tyle, że bogatej Eli raczej szczęścia brakuje. Pewnego dnia popełnia samobójstwo skacząc z okna swojego gabinetu. Pozostaje po niej żal i niewyjaśniona tajemnica. Wszyscy zadają odwieczne pytanie: dlaczego? Ewa postanawia dowiedzieć się o co właściwie chodzi. Z puzzli, które wpadają w jej ręce wyłania się przerażający obraz....
Powieść daje czytelnikowi do myślenia. Jest idealnym dowodem na to, że "nie wszystko złoto co się świeci". Często za zasłoną z bogactwa i szczęścia kryją się tragedia i mrok. Autorka wiele razy pyta ustami bohaterki: Dlaczego patrzyłaś na to i nic nie zrobiłaś? Dlaczego stałaś z boku z założonymi rękami? W wielu przypadkach bezczynność jest gorsza od działania, a ta powieść jest na to idealnym dowodem. 
Książkę czyta się jednym tchem. Od pierwszych stron coś się dzieje i nie przestaje dziać aż do ostatniego akapitu. Co więcej - pozostaje niedosyt i żal, że to już koniec. Za każdym zakrętem powieści czai się kolejny, autorka nie pozwala czytelnikowi odsapnąć zmuszając do pogoni za wydarzeniami. Tu nie ma jakiejś wielce pokrętnej fabuły. Za to jest pomysł i świetny warsztat pisarski. Ciekawe jak długo będziemy musieli czekać na kolejną książkę Katarzyny Kołczewskiej? Oby niedługo.... 

sobota, 3 maja 2014

Mój syn i zero


Scenka 1
Marek: Mamo ile to jest zero?
Mama: Zero to zero... nic...
Marek: A dwa zera to ile?
Mama: też nic synku...
Marek: nieprawda!!!! dwa zera to ZERONAŚCIE!!!
Scenka 2
Marek siedzi w wannie i płacze
Mama: Maruś dlaczego płaczesz?
Marek: Mamuś, bo nie mogę się zdecydować, czy jak będę dorosły to będę miał samochód czy motor....

Zaginione wrota

Orson Scott Card to autor, którego poznałam w czasach, gdy Wydawnictwo "Prószyński" nie miało jeszcze własnej strony internetowej. W ogóle nikt nie miał. Prawie  nikt. Swoje książki "Prószyński" propagował poprzez rozsyłanie do swoich wiernych czytelników kilkunastostronnicowych (papierowych :-)) katalogów, zawierających kilkadziesiąt pozycji. Zawsze gdzieś na środku swoje miejsce znajdowała seria Fantastyki, w której twórczość Carda była koronna. Prachetta też. Tak poznałam sagę o Enderze, losy Alwina Stwórcy i historię Glizdawców. Od wtedy czasu minęło sporo, a ja na widok twórczości Carda pod egidą Prószyńskiego niezmiennie skaczę z radości. Wiedziałam,  że "Zaginione wrota" pochłonę niczym ciepłe bułeczki. 
Klan Northów to rodzina, której członkowie są magami. Żyją między nami (suszłakami) jednak kryją się ze swoimi zdolnościami. Każdy z nich posiada określoną umiejętność; mamy maga wiatru, przyjaciela ptaków... każdy z nich potrafi też tworzyć klanty czyli kopie samych siebie. Danny jest drekką (osobnikiem pozbawionym magii) - tak się przynajmniej wszystkim wydaje. Nie potrafi tworzyć klantów przez co jest przez rówieśników traktowany jako mniej wartościowy członek rodziny. Nikt nie przypuszcza, że Danny nie potrafi tworzyć klantów ponieważ jest magiem wrót - najpotężniejszym z magów. Jego magia pozwala mu tworzyć wrota, dzięki którym może przemieszczać się pomiędzy dowolnymi miejscami na ziemi. Co więcej - może też stworzyć Wielkie wrota łączące świat ludzi z Westilem będącym światem równoległym. Problem w tym, że pojawienie się Maga wrót oznacza dla Dannego śmierć. Od lat bowiem magowie wrót są zabijani aby nie doprowadzić do wojny między rodami. Danny ucieka więc w świat suszłaków i próbuje tam - z lepszym lub gorszym skutkiem przetrwać. Świat ten nie jest łatwy - pełny oszustw, krętactw i zależności niezbyt zrozumiałych dla Dannego.  Do tego wszystkiego chłopak musi poradzić sobie z magią. Nie ma nauczycieli dla maga wrót (wszyscy zostali zabici) więc Danny uczy się swojej magii metodą prób i błędów.  
Równolegle poznajemy losy Kluchy - chłopca "zrodzonego"z drzewa posiadającego niezwykłe umiejętności. Żyje w świecie  królewskich intryg i ciągłej walki o tron i przetrwanie.  Co łączy Dannego i Kluchę? 
Powieść jest nieprzeciętnie dojrzała. Nie wiem, czy powodem tego jest wiek autora, który mógłby być dziadkiem głównego bohatera, czy też przejścia, którymi uraczyło autora życie. Dość powiedzieć, że "zaginione wrota" są pełne alegorii, dwuznaczności i odniesień do mitologii i historii naszej planety. Mitologie rzymskie, greckie i wszelkie inne są bardzo ważnym elementem powieści. Co więcej - autor rzuca wyzwanie boskim postaciom z tamtych czasów zrzucając je brutalnie z piedestału. Pomysł wrót również ma przynajmniej dla mnie) dwojakie znaczenie. Któż by nie chciał móc przenosić się z miejsca na miejsce przez wrota, które dodatkowo leczą? Boskie umiejętności, cuda, uzdrawianie... to marzenia ludzkości od zawsze. 
Historia Danny'ego jest nie tylko bardzo dojrzała. To po prostu świetna bajka dla nastolatków. Młodszy czytelnik nie będzie się tu dopatrywał drugiego dna.  Odkryje ciekawą, magiczną i pomysłowo przedstawioną historię nastolatka, który obok zwykłych problemów charakterystycznych dla tego wieku ma jeszcze problem z magicznymi umiejętnościami. Znajdziemy tu też trudne tematy: problem pedofilii, prostytucji,  czy też zmagania młodych ludzi z pojęciem dobra i zła. 
Najważniejsze jest jednak to, że świat Danny'ego pochłania czytelnika bez względu na wiek. Dlatego mili moi do czytania!

sobota, 19 kwietnia 2014

KSIĄŻKOWEGO!

WSZYSTKIEGO

NAJLEPSZEGO,
WIELKANOCNO -
KSIĄŻKOWEGO :-)))))

wtorek, 15 kwietnia 2014

Demo Wyśmiewaczka

W naszej biblioteczce stoi książka pt. "Wypisy dla klasy I". Jest tam jeden rozdział z książki "Cudaczek Wyśmiewaczek". Któregoś wieczoru przeczytałam dzieciakom ten rozdział i oboje byli zachwyceni. "Dobra - pomyślałam - pożyczę całą książkę". Wczoraj przytargałam książkę do domu i wieczorem zasiedliśmy do czytania. Marek posłuchał kilku rozdziałów, po czym zabrał głos:
- Mamo...
- Słucham synku?
- Ta książka, którą czytałaś nam kilka dni temu to było takie Demo Cudaczka tak?

Hmmmm chyba czas ograniczyć komputer....

sobota, 12 kwietnia 2014

Wyścig z czasem

Skandynawskie kryminały niewątpliwie cieszą się ogromną popularnością. Dopóki nie przeczytałam trylogii Larssona zupełnie nie rozumiałam tego zachwytu. Po lekturze "Milenium" patrzyłam z fascynacją na każde szwedzkie nazwisko. Fascynacja zmieniła się w pożądanie po lekturze książki Pani Kristiny Ohlsson pt. "Na skraju ciszy". A teraz czas na podsumowanie tego przydługiego wstępu: "Wyścig z czasem" przeskoczył wszystko, co do tej pory czytałam. Jest liderem swojego gatunku. Od książki nie mogłam się oderwać, czytałam wszędzie i w każdej wolnej chwili.
Powieść jest bardzo specyficzna, przez co wyjątkowa. Akcja toczy się w ciągu jednej doby, co więcej - osób biorących udział w wydarzeniach jest niezmiernie mało. Miejscem akcji są  właściwie tylko biura policji oraz kokpit samolotu. 
Pewnego dnia szwedzka Policja otrzymuje informację, że w kilku miejscach dostępnych dla tysięcy Szwedów została podłożona bomba. Alarmy okazują się fałszywe, mimo to grozę budzi informacja, która pojawia się następnego dnia. Pilot samolotu lecącego do Nowego Jorku znajduje na pokładzie kartkę informującą, że na pokładzie jest bomba. Jeżeli rząd szwedzki i amerykański nie spełni żądań terrorystów, bomba rozerwie samolot na kawałki. Co więcej - jeżeli pilot spróbuje wylądować, również wszyscy zginą. Policja ma więc kilkanaście godzin na zrozumienie o co właściwie chodzi. Zakończenie jest zaskakujące i wyjątkowo pomysłowe. 
Książka byłaby świetnym słuchowiskiem. Wartkie dialogi i szybka akcja powodują, że czytelnik nie może przestać czytać. Zapis zdarzeń minuta po minucie, godzina po godzinie, ciągłe zwroty, analizowanie wraz z policją poszlak i dowodów - naprawdę nie można się od książki oderwać. 
Polecam każdemu kto ma ochotę na wielką przygodę w fotelu przy kawie :-)