czwartek, 3 sierpnia 2017

Trzy i pół sekundy

Co za smutna, przejmująca, a jednocześnie piękna książka. Może piękna to trochę niefortunne określenie w odniesieniu do książki, w której mowa o śmierci małej dziewczynki, ale zapewniam Was, że moje odczucia po zakończeniu lektury były właśnie takie. Powieść piękna - mówiąca o stracie i bólu nie do wytrzymania, o pojednaniu i zabliźnianiu ran, o miłości i współczuciu... Czytelnik gubi się w emocjach i musi mocno trzymać się, aby nie zgubić tego, co najważniejsze. Jedno jest pewne - jeżeli macie tę powieść pod ręką i zamierzacie zacząć lekturę, to nie róbcie tego bez pudełka chusteczek.
Chloe jest jedynym dzieckiem Grace i Toma. Wyczekane i wyśnione maleństwo jest oczkiem w głowie swoich rodziców. Każdy uśmiech, każdy gest, pierwsze sukcesy i pierwsze porażki są skrzętnie odnotowywane przez zakochanych rodziców. Grace pracuje zawodowo i nie ma zbyt dużo czasu na wychowywanie Malutkiej, za to Tom, (któremu praca zawodowa przynosiła o wiele mniejsze dochody niż Grace) porzucił prace architekta i całe swoje życie poświęcił ukochanej córeczce. Jedno tylko spędza sen z oczu: to ciągłe infekcje gardła, które nie pozwalają Chloe zwyczajnie żyć. Za namową lekarza rodzice decydują się na wycięcie migdałków. Zabieg prosty, wręcz rutynowy absolutne nie zalicza się do tych, które stanowią zagrożenie dla życia Malutkiej. I rzeczywiście Chloe wybudza się i wydaje się, że wszystko jest w porządku. Niestety najgorsze dopiero przed nimi. 
Książka "Trzy i pół sekundy" nie ma na celu (jakby się na pierwszy rzut oka wydawało) opisania śmierci dziecka i rozwodzenia się nad tragedią, jaka spotkała rodziców. Od początku wiemy, że Chloe przegra walkę z sepsą, a od początku powieści do momentu tragedii mija zaledwie kilkadziesiąt stron. Tu nie śmierć jest bohaterką. Ta książka skupia się na tym jak wyjść z czerni rozpaczy. Dwójka ludzi, która po stracie najukochańszej osoby dotknęła dna i nijak nie może podnieść się z bólu. Rozpacz jest wszechobecna i wszechogarniająca. Autorka pisze takim językiem, że czytelnik tonie razem z nimi. Nie mogłam oderwać się od lektury, a jednocześnie łzy leciały mi ciurkiem. Mój mąż i dzieciaki śmiały się ze mnie, ja się śmiałam razem z nimi, ale w głowie przeżywałam razem z Grace śmierć Chloe. Dopiero po pewnym czasie pojawia się światełko w tunelu. To Grace postanawia podjąć próbę wydostania się z lepkiej czerni rozpaczy. Nie bacząc na uczucia Toma robi coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się prostackie i egoistyczne. Nic bardziej mylnego. 
Wbrew wszystkiemu powieść kończy się dobrze. Mając jednak w pamięci wszechobecną w tej powieści rozpacz i żal, długo nie mogłam podejść do tej recenzji. Nie umiałam tak jej napisać, aby nie streścić fabuły i nie zdradzić tego, co najważniejsze. 
Książka krzyczy do czytelnika: Zainteresuj się, co to jest sepsa! Poczytaj! Uchroń siebie i swoich najbliższych! Przejmujące są początki rozdziałów, które na wstępie opatrzone są krótką informacją na temat tego podstępnego choróbska. I kiedy przeczytamy, że w trakcie roku, w Wielkiej Brytanii sepsa pochłania więcej ofiar niż rak piersi - przyjmujemy tę wiedzę do akceptującej wiadomości. Ale kiedy do raka piersi dodamy raka prostaty, wypadki drogowe i AIDS, to to już są dane przerażające. 
Piękna książka, porywająca serce i warta przeczytania. 
A dlaczego "Trzy i pół sekundy"? Bo na świecie, co trzy i pół sekundy sepsa zabija jedną osobę....