niedziela, 23 września 2018

Mój Tata mieszka w innym świecie

Kiedy poznajemy Krzysia, Jego ból po stracie taty jest już okiełznany. Oczywiście, że tęskni - to zrozumiałe - ale widzi już świat w kolorowych barwach, a nie tylko czarno – białych. Krzyś jest bardzo mądrym chłopcem, który potrafi analizować to, co go otacza dużo bardziej dojrzale niż niejeden dorosły. Ma też bardzo mądrą Mamę, będącą ogromną podporą dla swojego synka. To właśnie Mama zauważyła tę dojrzałość chłopca i od kilku lat zapisywała Jego myśli. Kiedy pojawił się pomysł napisania książki, chłopiec samodzielnie zaczął zapisywać swoje przeżycia i przemyślenia, jednak było to bardzo męczące. Dopiero Mama wpadła na pomysł wykorzystania dyktafonu. Nagle wszystko okazało się prostsze. 
Ta książeczka to skarbnica wiedzy o emocjach i przeżyciach Krzysia, które otoczyły go po śmierci Taty. Krzysiu twierdzi, że świetnie Go pamięta, choć przecież od jego śmierci minęło 6 lat. Kiedy mówi o Ojcu, z Jego słów bije ciepło i tęsknota. Krzysiu pisze też o innych - całkiem zwyczajnych rzeczach. Opowiada o tym, że nie lubi zielonego jedzenia uwielbia za to naleśniki i pomidorówkę. Dużo czyta i wie doskonale, że w rodzinie najważniejsza jest miłość. Opowiada o ukochanych zwierzętach i swoich przyjaciołach, a zwłaszcza o jednym z nich o przepięknym imieniu Tymoteusz, który wykonał ilustracje do książki. Dodam, że bardzo udane ilustracje. 
Pisze też o swoich uczuciach i emocjach i nie ukrywam, że ta sfera książki zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Sama mam w domu synka, który jest niewiele młodszy od Krzysia. „Młodszy” to mądry chłopak, wrażliwy i wygadany, ale o wielu sprawach, o których pisze Krzyś, nie ma bladego pojęcia. 
"Krzysiowe historyjki" są przepiękne, mądre i głębokie, a jednocześnie po dziecięcemu naiwne. Krzysiu opisuje, jak to Mama wyszła z domu w dwóch różnych butach, albo jak zdarzyło Jej się pojechać pod prąd. Spisane prostym językiem mocno wchodzą w głowę czytelnika i tam się kłębią. Opowieści są i wesołe i smutne... jak to w życiu. Wyziera z nich ogromna miłość do Mamy i niesamowity szacunek do życia. Krzyś formułuje też myśli piękne, które mogą być cytowane i powtarzane. Urzekło mnie na przykład poniższe stwierdzenie: 
"... chciałem być wiatrem. Mama tego nie rozumiała, więc musiałem Jej wytłumaczyć. Chciałem być wiatrem, bo on nigdy nie umiera". 
Co mnie uderzyło podczas lektury, to mądrość krzysiowej Mamy. Kobieta nie dość, że sama musiała poradzić sobie z odejściem ukochanej osoby, to jeszcze musiała zrobić wszystko, aby pomóc swojemu synkowi. Ta kobitka Nobla powinna dostać za swoje umiejętności. Sama też radzi sobie jak potrafi i ... robi anioły. Początkowo - jak to opisuje Krzyś - nie były zbyt udane, ale z czasem piękniały. Krzyś nawet jednego zrobił sam i zaniósł do klasy z zadaniem strzeżenia całej klasy przed przykrymi niespodziankami. 
"Mój Tata mieszka w innym świecie" należy przeczytać. Samemu, albo ze swoją pociechą, ale koniecznie przeczytać. Mój syn w kilku momentach potrzebował komentarza, bo niektóre emocje, które dla Krzysia są codzienne - Młodszemu są obce. Cieszę się że mogliśmy na niektóre tematy pogadać. Piękne słowa o płaczu, które wypowiada Krzyś - mojego syna przeraziły. On płacze raczej rzadko i kojarzy mu się to jednoznacznie z doznaniem krzywdy, a tu proszę.... 
Warto kupić tę książeczkę również po to, aby wspomóc podopiecznych Fundacji Dorastaj z Nami. Bo przecież warto pomagać :-) 


piątek, 21 września 2018

Pensjonat Leśna Ostoja

Jestem zwolenniczką nieoceniania książek po okładkach, ale nie do końca i nie bez zastanowienia. Trochę to dziwne brzmi, ale tak właśnie jest. To" nie do końca" oznacza, że jeżeli okładka zniechęca do lektury (np. wskazując na romansidło, albo na książkę ponurą i smutną) to daję jej często szansę, traktując okładkę jako zło konieczne. Jednak, jeżeli okładka mnie woła i kusi, jest barwna, ciepła... No przepiękna po prostu, wówczas często sięgam po taką książkę nie bacząc na to, co zastanę w środku. 
Powieść „Pensjonat Leśna Ostoja” zachwyciła mnie właśnie okładką. Wiedziałam, że czytając tę pozycje nie mam co liczyć na literaturę wielkich lotów, ale przecież nie samym Prusem i Mickiewiczem świat stoi. Podczas lektury bawiłam się świetnie i wcale nie żałuję, że poświęciłam tej pozycji dwa czytelnicze dni. 
Justyna jest panną w średnim wieku, pracującą w korporacji i kochającą porządek tabelek i wykresów, które tworzy pisząc sprawozdania na potrzeby swojej firmy. Nie grzeszy wyobraźnią i lekkością ducha a jej radość życia zabijana jest przez rutynę. Pewnego dnia zostaje wezwana przez swoją przełożoną, która – chcąc Ją zmusić do złożenia wypowiedzenia – ma dla naszej bohaterki "wspaniałą" wiadomość. Otóż pracodawca zakupił stary dom na zabitej dechami wsi. Planuje tam zorganizować pensjonat mający być odskocznią dla pracowników i miejscem do przeprowadzania imprez integracyjnych firmy. Złośliwy babsztyl (czytaj: szefowa Justyny) postanowił, że to właśnie Ona zajmie się odnowieniem rudery i dostosowaniem jej tak, aby spełniała wymagania najbardziej wybrednych gości. Justyna jest załamana czekającym ją wygnaniem. Nie chcąc stracić pracy pakuje się wyjeżdża i... Przeżywa przygodę swojego życia. 
Motyw wydaje się oklepany. Samotna kobitka wyjeżdża z dużego miasta w głuszę, aby prowadzić pensjonat. Musi zamienić wypielęgnowane paznokcie na robocze rękawiczki, garsonki na dżinsy i ruderę na pensjonat. Na szczęście autorka ma dość przyjemne pióro i nawet ta część powieści, która zdaje się być relacją z robót budowlanych jest dość przyjemna w odbiorze. Druga część jest już całkiem sympatyczna, ponieważ do głosu dochodzi zacięcie kryminalne autorki. Pojawiają się zagadki - i to nie jedna, a kilka na raz. Tajemniczy dziennik niemieckiego esesmana, ukryty skarb, czy też grasujący kłusownik skutecznie rozwiewają monotonię prac budowlanych. Najlepsza jest jednak zagadka obrazu, na którym uwidoczniono kobietę bardzo przypominającą naszą bohaterkę. Ten wątek mnie naprawdę zauroczył i żałuję, że autorka nie pochyliła się nad nim z większym zacięciem. Nie szkodzi. 
Powieść czyta się bardzo przyjemnie. Zawiera wiele wzruszających akcentów – takich babskich w pozytywnym tego określenia znaczeniu. Dziewczynka, która pomaga urządzać ogród, wspaniali miejscowi robotnicy, którzy z sercem na dłoni pomagają naszej bohaterce doprowadzić dom do stanu używalności, czy też poszukiwania ukrytego skarbu - to wszystko składa się na powieść, którą można czytać w długie, jesienne, deszczowe wieczory. Uroku dodaje również bohater drugoplanowy, którym jest przyroda. Autorka bardzo zgrabnie wplata opisy okolicy – co więcej – potrafi za pomocą opisów stworzyć taki nastrój, że ciarki mkną po plecach. Bardzo podobały mi się akcenty związane z przechadzającym się żubrem, czy też zachwycające opisy zwykłych leśnych ścieżek czy krzewów. Tu autorce należą się brawa i słowa uznania. 
Przez powieść mknie się przez nią z szybkością błyskawicy towarzysząc Justynie w pokonywaniu trudności. Powieść godna polecenia wszystkim tym, którzy chcą spędzić przyjemny wieczór z ciekawą, acz niewymagającą wysiłku intelektualnego powieścią.

czwartek, 20 września 2018

Kłamstwo doskonałe

Macie takie powieści, które czytacie z wypiekami na twarzy? Które trudno odłożyć na półkę? Które czytacie wszędzie: na przystanku, podczas spaceru z psem i na światłach w oczekiwaniu na zielone? No właśnie. "Kłamstwo doskonałe" to powieść, którą czytałam na moim czytniku, dzięki czemu łatwiej mi było czytać w każdej wolnej chwili. Pochłonęła mnie po kilku stronach, a wypuściła ze swoich szponów dopiero na ostatniej stronie. Ale z drugiej strony nic dziwnego. Każda powieść Lisy Scottoline jest własnie taka: pożera i pochłania, nie dając chwili wytchnienia. 
Kiedy poznajemy Chrisa Brennana wybiera się On na rozmowę o pracę do Dyrektorki szkoły średniej w Central Valley. Czytelnik bardzo szybko orientuje się, że Chris prowadzi podwójną grę. Praca nauczyciela liceum i trenera szkolnej drużyny baseballu to tylko przykrywka do ... no właśnie trudno się zorientować, do czego. Wiadomo tylko jedno - mieszkańcom Central Valley zagraża wielkie niebezpieczeństwo. Plan Chrisa początkowo przeraża zwłaszcza dlatego, że opiera się na kłamstwie i na manipulowaniu mieszkańcami miasteczka. Później nic już nie jest takie samo, a to, co wydawało się białe, nagle pokrywa się szarością. Czytelnik nie wie już, w co ma wierzyć i komu ufać. W rozwiązaniu zagadki pomaga nam analiza zachowań trzech uczniów szkoły.  Poznajemy ich rodziny, tajemnice i mroczne sekrety skwapliwie chowane po kątach zamieszkiwanych posiadłości. 
Powiem tak - nie wiem, co bardziej mi się podobało. Czy przemyślna intryga stworzona na potrzeby naszego bohatera, czy też śledzenie losów trzech rodzin, których losy się wzajemnie przeplatają i przenikają. Świetnie przemyślana fabuła jest naprawdę mistrzostwem świata. 
Tylko ta okładka... do niczego nie pasuje. Jej nastrój wskazuje na literaturę obyczajową a przecież wcale tak nie jest. Nie szkodzi. na szczęście nie oceniam książek po okładce i dzięki temu mogłam przeczytać świetny thriller, którego lekturę szczerze polecam.  

środa, 19 września 2018

Bona. Zmierzch jagiellonów

Magdalena Niedźwiedzka zachwyca mnie swoją twórczością. "Królewska heretyczka", opisująca życie królowej Anglii Elżbiety I Wielkiej urzekła mnie niesamowicie. "Maria Skłodowska-Curie. Geniusz i siła miłości" również przeczytałam z zapartym tchem. Powieści te są sfabularyzowanym spojrzeniem na losy postaci sławnych i niebanalnych. Autorka świetnie oddaje nastrój epoki i ówczesne problemy pisząc o tym w taki sposób, że czytelnik czyta te książki jak najlepsze kryminały. 
Postać Królowej Bony spotkałam, jako mała dziewczynka, w serialu emitowanym dawno, dawno temu przez Telewizję Polską. Każdy chyba pamięta Aleksandrę Śląską, która wcieliła się w postać Bony. Robiła wrażenie; naprawdę grała z klasą. Kiedy więc zobaczyłam na stronie mojego ulubionego wydawnictwa, że kolejna książka Pani Niedźwiedzkiej będzie własnie opisywać losy wielkiej Bony... aż ręce zacierałam z radości.
Powieść absolutnie spełniła moje oczekiwania. Poznałam losy Bony że tak to określę - od podszewki. Autorka prowadzi powieść kilkutorowo. Po pierwsze przedstawia losy włoskiej księżniczki, które w dużej mierze tłumaczą późniejszą postawę Bony już jako królowej Polski. Z drugiej strony towarzyszymy Królowi Zygmuntowi w jego poszukiwaniach żony godnej tronu polskiego. Widzimy jego rozdrażnienie i rozdarcie, kiedy wszyscy dookoła tłumaczą mu, że musi mieć przecież męskiego potomka. Poznajemy też jego charakter i losy, zanim jeszcze włożył na głowę koronę. Powiem Wam - że nie urzekło mnie postępowanie naszego króla. Niezdecydowany i rozdarty pomiędzy swoimi potrzebami, a potrzebami korony nie budzi sympatii czytelnika. 
Trzecim wątkiem są losy Albrechta Hohenzollerna. Z wielką ciekawością poznawałam wydarzenia, które doprowadziły do Hołdu Pruskiego. Autorka świetnie pokazała rozterki i działania władcy, który przebrnął długa drogę - od marzeń o tym, aby zostać duchownym do władcy, który przeprowadził sekularyzację swojego Państwa. 
Losy Bony, przedstawione w powieści, obserwujemy w bardzo ciekawy sposób. Z jednej strony autorka bardzo wnikliwie i szczegółowo opisuje losy Bony jednocześnie nie oceniając jej postępowania. Czytelnik sam dokonuje oceny, jednocześnie obserwując, jak ta wielka kobieta pogrąża się w samotności i nieszczęściu. Rozdarta pomiędzy miłością do Włoch, a potrzebą bycia kimś wielkim, nie potrafi odnaleźć się w polskiej rzeczywistości. Nie lubi Polski - jej długich wieczorów, dżdżystych pór roku i mroźnych zim. Z drugiej strony uwielbia możliwości, jakie daje jej zasiadanie na tronie królewskim. Nienawidzi szlachty i tego, jak bardzo ogranicza Króla, a jednocześnie sama skwapliwie korzysta z braku decyzyjności króla Zygmunta.  
Powieść rewelacyjna, wciągająca, cudowna.... mogę tak długo, bo każda dotychczas przeczytana książka Pani Magdaleny mnie zachwyciła, a już "Bona...." to po prostu wisienka na torcie. Poproszę drugi tom. jak najszybciej. 

piątek, 14 września 2018

Witamy Młodzieżówkę :-)

Moja Starsza czyta sporo. Lubi literaturę z czasów wojny, lubi fantastykę, czyta też dużo powieści kryminalnych. Jedyne, czego nie trawi, to literatura przeznaczona dla nastolatek. Opowiadania o problemach w szkole, pierwszych miłościach, czy też o tym, kto kogo obgadał za plecami, budzą na twarzy mojej Starszej wyraz obrzydzenia. 
Sami rozumiecie, że trudno mi podrzucać Jej wartościowe pozycje literackie, zwłaszcza, że chłonie książki jak młody pelikan rybki. Efektem tego jest to, że z nadzieją witam pojawienie się każdego nowego Wydawnictwa oferującego wartościowe powieści dla młodych ludzi.
Ostatnio dostałam informację, że na naszym rynku księgarskim pojawia się nowe wydawnictwo skierowane własnie do młodych czytelników, o wdzięcznej nazwie "Wydawnictwo Młodzieżówka". Czekam niecierpliwie, zwłaszcza, że pierwsza książka zachęca i kusi...
Zerknijcie, jeżeli macie ochotę :-)

Profil na Facebooku można obejrzeć tu, a profil na Instagramie można obejrzeć tu.

Życzę powodzenia z całego serca i trzymam mocno kciuki