niedziela, 31 lipca 2011

Żeby nie było ponuro...

Ciągle pada. Moje tempo czytania spadło jak temperatura zimą. Moja chęć do czytania skończyła się jak słońce tego lata. A najgorsze jest to, że nawet jak już coś przeczytam, to moja chęć do ubrania wrażeń w recenzję jest równa... zeru. Próbowałam to ująć delikatniej, ale nie da rady. Tak więc czekam na słońce i cieszę się, że chociaż moim dzieciakom deszcz nie przeszkadza w rysowaniu. Lato widać jedynie w naszym ogródku. Pomimo tego, że mieszkam w dużym mieście (na obrzeżach, ale jednak) niektóre owoce i warzywa zachowują się idealnie "wiejsko". Pomidorki, które widać na zdjęciu rosną w doniczkach, a winogron pnie się po ścianie budynku i zakłóca sygnał telewizyjny co rusz próbując zawładnąć anteną satelitarną.
Podsumowując - czekam na słoneczko, które uwolni moje literackie zachcianki i pozwoli dojrzeć wyczekiwanym przez dziatwę owocom. 


4 komentarze:

  1. Ale słodkie dzieciaczki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech to słońce już się pojawi

    OdpowiedzUsuń
  3. a myślałam, że tylko mnie tak dopadło "niechcenie".pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja czytam więcej w taką pogodę ale napisanie czegoś o tym co przeczytałam jest dla mnie nie lada wyczynem! Kończę z bólem głowy :-)pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń