poniedziałek, 18 marca 2013

Ania z Zielonego Wzgórza

Każdy ma jakąś ukochaną książkę z dzieciństwa. Dla jednych to jest Tomek Sawyer, inni zaczytują się przygodami Pana Samochodzika. Ja nie jestem zbyt oryginalna i powiem wprost: kocham miłością dziecięcą "Anię z Zielonego Wzgórza". Ania Shirley towarzyszy mi od bardzo, bardzo dawna. Kiedy miałam dziesięć lat moja o rok młodsza sąsiadka była szczęśliwą posiadaczką czterech pierwszych tomów. Hania pożyczyła mi pierwszy opowiadając z przejęciem jaka to świetna powieść. A ja? Ja po pierwszych stronach odłożyłam ją i gdyby nie moja Mama nie wróciłabym do niej. Na szczęście Mama opowiedziała mi początek wzbudzając moją ciekawość. Przebrnęłam przez pierwsze rozdziały i przepadłam. Kolejna Ania w moim życiu to słuchowisko wydane na dwóch szpulowych taśmach w 1979 r. w przekładzie p. Rozalii Bernsteinowej. Słuchowisko trwa cztery godziny, a ja je znam prawie całe na pamięć :-) 
W końcu w księgarni na placu Lotników w Szczecinie z Tatą po długich polowaniach zakupiliśmy "Anię z Zielonego Wzgórza". Mogłam powiedzieć że ja też mam swoją ukochaną Anię. Była moja, tylko i wyłącznie moja. 
A teraz? Teraz próbuję zarazić moją Basię miłością do Ani. I dzięki takim Wydawnictwom jak Skrzat - uwierzcie mi - nie jest to trudne. 
Ania z Zielonego Wzgórza ma wiele polskich wydań. Najczęściej towarzyszą jej słodkie infantylne okładki i nieciekawy graficznie "środek". W "Ani..." Skrzata jest zupełnie inaczej. Już okładka zaskakuje. To nie jest słodka dziewuszka. Z okładki patrzy na czytelnika Rudzielec z temperamentem. Kiedy zaczęłam czytać zrozumiałam, że cała książka jest bardziej temperamentna. Zaczęłam badać co jest inaczej. Okazało się, że powieść, którą mam w ręku to zupełnie nowa powieść. Pan Paweł Beręsewicz (znany mojej rodzinie jako autor książek o rodzinie Cimków) podjął się przetłumaczenia "Ani..." i zrobił to iście po mistrzowsku! Nie wątpię, że wyzwanie było duże, jednak Pan Paweł poradził sobie znakomicie. Dał Ani świeżość i nowe spojrzenie. Bardziej przystępne opisy, mniej górnolotne słownictwo, a jednocześnie lekkość i większe poczucie humoru - to wszystko razem dało nam całkiem nową Anię. Treść nowej Ani nie jest oczywiście idealna. Ja osobiście wolałam, kiedy Ania pogrążała się "w otchłani rozpaczy" niż "na dnie rozpaczy" jednak takich momentów miałam dosłownie kilka. Generalnie treść nowej Ani podbiła moje serce na tyle mocno, że pozwoliłam sobie na przyjemność czytała dwóch przekładów na raz. Panie Pawle - mój szacunek i wielkie gratulacje. Zresztą zobaczcie sami. Już sam początek powieści udowadnia, że nowe tłumaczenie to nie byle co. Chętnym polecam wywiad z Pawłem Beręsewiczem który pokazuje, że "Ania z Zielonego Wzgórza" jest udana głownie dlatego, że Pan Paweł tłumaczył z sercem.  
Po lewej tłumaczenie z mojej dawnej Ani, po prawej tłumaczenie p. Pawła Beręsewicza
Książka jest przepięknie ilustrowana. To nie są słodkie, kiczowate obrazki. Ilustracje Sylwii Kaczmarskiej mają TEN właśnie charakterek; to coś, co powoduje, że czytelnikowi uśmiech wykwita na twarzy. Jak zwykle u Skrzata - twarda oprawa, gruby papier, śliczna rudo - pomarańczowa tasiemka pełniąca rolę zakładki... Naprawdę dzieło literackiej sztuki. 
Ubolewam nad jednym. Szkoda, że w dzieciństwie zamiast z wypiekami na twarzy czytać "Anię..." nie uczyłam się angielskiego. Gdybym tak zrobiła mogłabym sobie przeczytać "Anię..." w oryginale a tak... kicha...

6 komentarzy:

  1. Moja ukochana Ania! Jednak zdecydowanie wolę stare wydanie to po prawej :) Jakiś taki sentyment mi został, ta nowa okładka mi się nie podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też wolę tę Anię z prawej :-). Jakoś nie zachwycają mnie te nowe ilustracje, ale tłumaczenie z pewnością jest ciekawe. A co do słuchowiska to pamiętam, pamiętam! Cudowne! Czy Mateusza grał Franciszek Pieczka? Dobrze pamiętam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cofam to co napisałam! Mam to nowe wydanie ANI i muszę przyznać, że jest .... Piękne! :-)pozdrawiam!

      Usuń
  3. No niestety ja też jestem zwolenniczką staroci :-) Podoba mi się to stare wydanie, które i ja mam. Niestety jest strasznie sfatygowane, ucieszyłabym się, gdyby była jakaś reedycja tamtego. Poza tym bardzo lubię górnolotne słownictwo :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękne wydanie "Ani..."! Aż zapragnęłam mieć całą serię właśnie w tym wydaniu. I jestem ciekawa, jak sprawdza się to nowe tłumaczenie, bo Twoje zdjęcie porównawcze bardzo mnie zaciekawiło. :)
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Gosiu, kilka dni temu "upolowałam" na Allegro drugą część taśmy szpulowej, o której piszesz, choć zapewne nijak nie będę mogła odtworzyć jej ;) Już czekam z niecierpliwością na przesyłkę. Czy to było to samo słuchowisko, które wydano także na pięciu kasetach magnetofonowych? I emitowano w radio? "Ania" z Naszej Księgarni, którą pokazujesz w poście, to również moja pierwsza "Ania", od której wszystko się zaczęło! :)

    Agnieszka
    pokrewne-dusze-maud.blogspot.com

    P.S. Ta księgarnia przy Pl.Lotników to dawne "Ossolineum"? Pamiętam, że taka jeszcze była, kiedy przyjechałam do Szczecina na studia...

    OdpowiedzUsuń