niedziela, 23 sierpnia 2015

Złączeni

Lekarz to niewątpliwie osoba, której pacjent musi ufać. To chyba jedyna osoba na świecie, której ufamy jeszcze Jej nie znając. Przecież idąc do specjalisty nie znamy gościa, a bez problemu w razie potrzeby otwieramy usta, zdejmujemy bluzkę, a nawet stajemy przed nim w samych gatkach (lub bez). Ileż trzeba mieć odwagi, żeby być lekarzem, ile cierpliwości i umiejętności podejmowania szybkiej decyzji potrzebnych jest do tego, aby leczyć, a nawet ratować ludzkie życie. Naprawdę podziwiam i może właśnie dlatego lubię książki (filmy też :-)) z medycyną w tle. "Stulecie chirurgów" "Pacjenci" czy "Komórka" to pozycje obowiązkowe. Nie ukrywam, że do lektury książki "Złączeni" w pierwszej chwili przekonała mnie okładka. Oczekiwałam książki z medycyną w tle, jakich na półkach wiele. Jakże się myliłam!
Charlotta jest lekarzem w miejskim szpitalu. Zawodowo spełniona; prywatnie niestety nie do końca. Jest samotna, ale ma obok siebie kogoś. Jest szczęśliwa, ale nie w pełni. Stanowczo czegoś w jej życiu prywatnym brakuje. Nie ulega wątpliwości, że w jednym jest profesjonalistką - w leczeniu pacjentów. Dlatego właśnie kiedy pod jej opiekuńcze dłonie trafia kobieta z bardzo rozległymi obrażeniami Charlotta nie może pogodzić się z własną bezsilnością. Pacjentka jest ofiara wypadku drogowego. Jej dane nie są znane, nikt z rodziny jej nie poszukuje. Stan pacjentki doprowadza lekarzy do odwiecznego dylematu: czy podtrzymywać sztuczne życie utrzymywane tylko przez maszyny? Czy pozwolić kobiecie spokojnie odejść? Charlotta walczy jak lwica dążąc do poznania tożsamości kobiety i tym samym uratowania jej życia. Nie przypuszcza ile mają ze sobą wspólnego...
A oto Raney - dziewczynka porzucona przez matkę i wychowywana przez samotnego dziadka. Dziecko jest szczęśliwe, biega po polach, pływa w rzece, łazi po drzewach. Przeżywa też pierwsze miłości i rozczarowania. Poznajemy dzieciństwo Raney i towarzyszymy jej przez jej poplątane życie. Jej losy przeplatają się z losami Charlotte i czytelnik bardzo szybko zaczyna podejrzewać, co łączy te dwie kobiety. Kiedy jednak te podejrzenia się sprawdzają to i tak czytelnik szeroko otwiera oczy ze zdumienia i zaskoczenia. Bo niby wiedział, co się szykuje, ale nie przypuszczał, że...
Powieść porusza bardzo trudne tematy: życia śmierci, choroby, szacunku do drugiego człowieka... Wszystko to przedstawione jest ciężkim językiem. Nie ukrywam, że brnęłam przez powieść dość żmudnie. Nie odbierałabym tego jednak jako wadę powieści. Ta trudność i mroczność języka nadaje całej książce specyficzny klimat. Kojarzycie jesienną mgłę o poranku? Taką, która oblepia dłonie wilgocią, a człowiek ma wrażenie, że można ją kroić nożem? Taki właśnie jest klimat tej powieści. Wchłania i nie chce wypluć. 
Zachwyciła mnie dwutorowość powieści. Autorka początkowo prowadzi losy dwóch kobiet po dwóch równoległych liniach. Przychodzi jednak moment, kiedy te linie przecinają się, potem znowu, aż w końcu tak się plączą, że pogubiłam się, kto jest kim. Kiedy do tego dodamy zupełnie inny wydźwięk emocjonalny obu wątków otrzymamy mieszankę iście wybuchową. Nie zmienia to faktu, że książka stanowi idealną całość i ocena każdego wątku z osobna mija się z celem. 
Podsumowując: świetna, klimatyczna książka zawierająca łyżkę medycyny, szczyptę filozofii, garść sztuki i niewielką dawkę psychologicznych rozważań. Całość tworzy świetną powieść, którą naprawdę polecam. 

wtorek, 11 sierpnia 2015

Rewelacyjna Wyspa

Nie wiem jak to jest, że zasiadając do lektury książki już po kilku stronach - często nawet akapitach - wiadomo, czy czeka nas próba przetrwania (by dotrzeć do końca), delikatna wycieczka, czy też wspaniała przygoda. Lekturę "Wyspy" zaczęłam siedząc na tarasie - ot tak na chwilkę przycupnęłam z książką. Tylko zacznę - pomyślałam. No i poszło. Wstać trudno, oderwać się od czytnika trudno, nawet kolację Młodszemu robiłam z nosem w książce. Powieść wciągnęła mnie niesamowicie. Od pierwszych stron czuć było właśnie wielką przygodę. A niby taka zwykła książka... 
"Wyspa" to początkowo dwie książki, które trudne ze sobą połączyć. Wątek współczesny rozwija się bardzo dynamicznie. Poznajemy małą Maxime Dupont, która wychowywana jest przez ojca. Mama umiera w trakcie porodu, a tata robi wszystko co w jego mocy, aby dać małej dziewczynce dom. Kocha ją najbardziej na świecie i zrobi wszystko żeby Maxime była szczęśliwa. Jest jednak tylko ślusarzem i zdaje sobie sprawę, że z dochodów z maleńkiego warsztatu nie wychowa dziewczynki. Postanawia nawiązać kontakt ze znajomymi z przeszłości. Wracają złe wspomnienia, za którymi idą złe czyny. Skutek jest taki, że Max zostaje sama. Wszystko okrywa tajemnica, wkoło Maxime robi się mroczno, a powieść zmienia się w wysmakowany kryminał. Zagadka jest skonstruowana w sposób przemyślany i pogrążający czytelnika w domysłach. 
Ale żeby nie było za łatwo, wątek Maxime przeplatamy jest historią Lumi. Powiem Wam, że ten wątek mnie zaskoczył. Wyjątkowo zaskoczył. Lumia jest nieodkrytą wyspą zamieszkiwaną przez wyjątkowo przyjazny i inteligentny lud. Społeczeństwo jest świetnie zorganizowane, każdy ma wyraźnie wyznaczone miejsce w społeczności. Co pewien czas na Lumię przenika osoba z zewnątrz, co pozwala mieszkańcom rozwijać swoje umiejętności i technologie. Mieszkańcy wcale nie mają ochoty na kontakty z osobami z zewnątrz, a organizacja ich życia zachwyca czytelnika. Co łączy te dwa wątki i jak zakończy się wstrząsająca historia Maxime? 
Co mnie najbardziej urzekło? Autorka żongluje klimatem panującym w powieści w sposób niespotykany. Kiedy bohaterów spotyka coś złego - powieść jest po prostu smutna. Kiedy jest dobrze, serce czytelnika się raduje. Zachwycające są opisy mieszkańców Lumi. Aż chce się wsiąść w samolot... Kiedy trzeba czytelnik znajduje się w stanie sielankowej błogości, a już za kilka stron jego serce ogarnia wściekłość.
Powieść mnie zachwyciła. Rzadko kiedy mam w ręku tak mistrzowskie połączenie dwóch wątków. Historie początkowo różnią się właściwie wszystkim - od klimatu począwszy na sposobie narracji skończywszy. Wydawałoby się, że tak duże różnice w poszczególnych wątkach będą przeszkadzać. Nic bardziej mylnego! Autorka bardzo umiejętnie buduje poszczególne części powieści. Rozdziały kończą się tak, aby nie dać czytelnikowi wytchnienia. Kiedy kończy się jeden wątek, ciekawość zżera, co dalej, a jednocześnie człowiek cieszy się, że wraca do poprzedniego wątku licząc na jakieś rozwiązanie sytuacji. A tu nic z tego.... 
Powieść czyta się jednym tchem. Akcja przenosi czytelnika pomiędzy epokami w tempie błyskawicznym. Zwroty akcji są tak szybkie, że nie ma czasu na przemyślenia. Kiedy na początku powieści umarł jeden z bohaterów pomyślałam: No nieźle, uśmiercić głównego bohatera już na początku... Okazało się, że byłam w błędzie. Tu każda postać jest ważna, nie ma zbędnych osób, zbędnych miejsc i niepotrzebnych opisów. Każdy bohater, każda rzecz jest po coś, a jej istnienie ma swój cel. To tak jakby oglądać na wystawie najlepsze zdjęcie. Nie ma tu elementów zbędnych, a wszystkie razem tworzą mistrzowską całość. Taka właśnie jest "Wyspa". 
Jest tylko jeden element, który mi się nie podoba - okładka. Dlatego apeluję - nie oceniajcie książek po okładkach ! :-) 

sobota, 8 sierpnia 2015

Szczęście do poprawki - książka też

No i co ja mam napisać? Jak mam ocenić tę powieść? Serce swoje, rozum swoje, a do tego jeszcze świadomość, że debiut... Trudno, próbujemy.  
Zacznę od treści, bo to najprostsze. Oto Jagoda - kobieta, która żyje w przekonaniu o swoim szczęściu i udanym życiu. Kocha swojego męża bezgranicznie i jest w stanie dla niego zrobić wiele. Pewnego dnia dowiaduje się, że mąż ją zdradza. Zrozpaczona, za radą przyjaciółki ucieka z miasta i spędza kilka dni w pensjonacie leżącym w głuszy. Tam układa sobie w głowie swoje życie; właściwie nie układa, a przekłada. Niestety jest kobietą słabą i szybko okazuje się, że... a zresztą, łatwo się domyślić co się dzieje dalej. Po wielu perypetiach i dramatycznych chwilach Jagoda odnajduje swoją miłość i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. 
No właśnie. Powieść jest tak przewidywalna, że aż boli. Nic nie zaskakuje, akcja toczy się lekko i leniwie. Dla niektórych czytelników będzie to na pewno plusem, ja tak nie lubię. Gwoździem do trumny jest jednowątkowość powieści. Żaden wątek nie zbacza na bok, jak po sznurku autorka prowadzi nas do szczęśliwego zakończenia... Nie podobało mi się i już. 
A plusy? Niewątpliwie też są. Jeżeli ktoś ma ochotę na powieść na jeden dzień, po której można prześliznąć wzrok bez wczuwania się w postacie bohaterów, jeżeli ktoś chce spędzić miły wieczór przy nieskomplikowanej lekkiej lekturze - polecam. 

sobota, 1 sierpnia 2015

Złoty sen

Kiedy byłam w ciąży ze Starszą płakałam kiedy tylko był ku temu najmniejszy powód. Płakałam na filmie, po filmie (bez względu na to czy był wzruszający czy nie), płakałam nad rozdeptaną mrówką, podartą kartką, biedną biedronką... nad dosłownie wszystkim. Jedyna rzecz, która mnie nie mogła wzruszyć do łez to książki. Po prostu przerywałam w odpowiednim momencie tak, aby nie doprowadzić się do łez. Z zasady nie płaczę nad książkami. Wyjątków jest dosłownie kilka. Teraz dołączyłam do listy wyjątków "Złoty sen". Tak pięknej, wzruszającej książki, która niesie ze sobą tyle emocji dawno nie czytałam. 
Wszystko sprowadza się do Lili - nieszczęśliwej, ekscentrycznej i wiecznie narzekającej właścicielki pensjonatu, która w pięknych latach siedemdziesiątych przyjmowała na lato cztery kobiety. Każda z nich była obarczona inną historią. Wszystkie przyjeżdżały do Lili odetchnąć po całym roku ciężkiego życia. Któregoś lata jedna nie przyjechała, potem kolejna.... obecnie willa zarosła kurzem, a z pensjonariuszek pozostało jedynie wspomnienie. Do czasu. Pewnego dnia willę odwiedza Ada - córka jednej z dawnych letnich bywalczyń. Przyjechała po nowe życie. Owiana tajemnicą nie zdradziła, co się właściwie takiego wydarzyło, że porzuciła dom i rodzinę na rzecz wspomnień. I tak zaczyna rosnąć drzewo wydarzeń. Splot przypadków i zbiegów okoliczności łączy ze sobą poszczególne osoby. Połączenia są delikatne i wyrafinowane, a jednocześnie tak przemyślane, że czytelnika trafiają w samo serce. Bo któż w zrozpaczonej kobiecie pozbawionej złudzeń i sensu życia, rozpozna wesołą przyjaciółkę z dzieciństwa? Kto zrozumie, dlaczego dwie kobiety przez sześćdziesiąt lat nie potrafią przerwać milczenia? I co mają do tego rodowe kosztowności? Jakby było mało - pojawia się też zlecenie morderstwa, co wcale nie oznacza, że książka nosi w sobie cechy kryminału. Nie - złe zamiary odkryte zostają przypadkowo, ale to własnie ten przypadek rozkręca spiralę wydarzeń.
Piękna książka pokazująca jak niewiele znaczy powiedzenie "każdy jest kowalem swego losu". Oczywiście, że o szczęście trzeba walczyć, ale często wydarzenia obok nas skutecznie tej walce przeciwdziałają. Powieść swoim zapachem i nastrojem przypomina słoneczny listopadowy poranek -  lekko zamglony ze światłem walczącym o dotarcie do naszych dusz. 
Jestem zachwycona pięknym językiem, bogatym słownictwem i precyzją budowania nastroju wydarzeń.  To powieść trochę smutna, trochę nostalgiczna. Po prostu piękna. 

środa, 15 lipca 2015

Tajemnicza przesyłka.

Po powrocie z pracy na półeczce zastałam dużą kopertę. Pieczątka Wydawnictwa Prószyński i s-ka wywołała uśmiech na mej twarzy. Otwieram, a tam... niespodzianka. Wyjątkowa przesyłka, z imiennym listem i tajemnicza kopertą, która przywróciła w mojej głowie niemal dziecięcą ciekawość :-) Jestem gorącym zwolennikiem czytnika i od pewnego czasu czytam jedynie ebooki. Ciężko mi wrócić do papierowych książek, a już egzemplarz "maszynopisu" dawno nie gościł w moim domu. Ciekawość jednak nie daje mi spokoju. Biorę się do czytania.


wtorek, 14 lipca 2015

Młodszy i "Nowa przestrzeń muzyki #4. Nizioł gra Stojowskiego"



Filharmonia w Szczecinie ostatnio odnosi sukcesy w sferze architektonicznej. Zapewniam Was, że w środku jest równie ciekawie. Z racji miłości Młodszego do skrzypek chadzamy na koncerty i to dość często. Młodszy lubi i naprawdę słucha. 
Dzisiaj przeglądając zasoby internetu znalazłam taki oto filmik. Zaskoczona wielce odkryłam, że w filmiku występuje mój malec. W 2:01 i 2:56 minucie widać go, jak z ciekawości wygląda znad balkonu. Miła niespodzianka i niesamowita pamiątka. 

Chłopaki niech płaczą

Olaf Lubaszenko do niedawna kojarzył mi się tylko i wyłącznie z aktorstwem. Sympatyczny, młody człowiek o ujmującym uśmiechu, grający w filmach o różnorodnym charakterze. Najbardziej w pamięci utkwiła mi rola z filmu Pasikowskiego "Psy". Nawet nie zauważyłam kiedy Pan Lubaszenko zniknął z ekranu. Ostatnio w moje ręce trafiła książka "Chłopaki niech płaczą" z uśmiechniętą twarzą trochę starszego Pana Olafa na okładce. Długo się nie zastanawiałam. Pomijając moją sympatię do Pana Lubaszenki na wyborze zaważyło też Wydawnictwo, które wydało tę książkę. Prószyński i spółka w kwestii książek "ludzkich" jest w mojej ocenie mistrzowskie. Ostatnio czytana książka o Panu Michnikowskim podbiła moje serce i byłam  pewna, że teraz też się nie zawiodę. Miałam rację. 
Wywiad - rzeka to forma, która bardzo mi odpowiada. W książce "Chłopaki niech płaczą" po drugiej stronie mikrofonu stanął Pan Paweł Piotrowicz - dziennikarz muzyczny i filmowy znany m.in. z portalu Onet.pl. Książka podzielona jest na 22 rozdziały, w których panowie poruszają różne tematy. Jest o zdrowiu, o miłości i o  piłce nożnej będącej wielką pasją Pana Lubaszenki, Każdy rozdział dotyka życia zarówno z tej wesołej jak i smutnej strony. 
Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to subtelność z jaką autor i bohater wywiadu prowadzili rozmowę. Kiedy Pan Paweł Piotrowicz zadawał niewygodne pytania Pan Lubaszenko z prostotą i klasą wskazywał, że tej granicy nie należy przekraczać. Oczywiście, uchylał drzwi, ale tylko na tyle na ile było konieczne. Nie żalił się, nie utyskiwał na zło całego świata. Tłumaczył i opowiadał o chorobie i samotności jednak czynił to tak po ludzku. Dlatego tylko w małych słówkach i wielu niedomówieniach czytelnik dowie się o chorobie Pana Lubaszenki czy też jego życiu prywatnym. Kiedy tylko rozmowa schodziła na "niebezpieczne tory" Pan Lubaszenko zgrabnie kierował ją w inną stronę. 
Nie zabrakło śmiechu, dykteryjek i zabawnych sytuacji. Sceny z życia aktora (i reżysera) budziły często mój uśmiech i poprawiały nastrój. Niestety - jak to w życiu bywa - nie brakuje też historii smutnych, a nawet dramatycznych.
Kiedy skończyłam lekturę moja sympatia do Pana Lubaszenki jeszcze wzrosła. To skromny, przesympatyczny człowiek ceniący piękne chwile, które są tak bardzo ulotne. Problemy i troski bierze za rogi i stara się z nimi walczyć. To gawęda o życiu jakich wiele - pełnym radości i smutków - opowiedziana słowami, które dotrą do każdego czytelnika. To historia o bardzo wartościowym człowieku. Polecam. 

niedziela, 12 lipca 2015

Młodszy i skrzypki

Remont mamy w domu, więc Młodszy musi zajmować się sam sobą. Starszej nie ma, przyjaciel wyjechał, więc siedzi w pokoju i w ciszy buduje z Lego. W końcu żal się go nam trochę zrobiło, więc Tata poszedł do niego do pokoju i pyta:
- Co robisz?
- Buduję.
- A nie smutno Ci?
- Trochę...
- Puścić ci bajkę w radiu?
- Nieeeee...
- A może piosenki dla dzieci ?
- Nieeeee...
- A może Kaprysy Paganiniego?
- Taaaak KAPRYSIKI!

czwartek, 9 lipca 2015

Czarny młyn

Co za książka... trudno napisać, tak po prostu, czy dobra czy zła. Niewątpliwie tajemnicza i niespotykana. Książka, której lektura budzi mroczne myśli. Nie wiem dla jakiej grupy wiekowej powstała. Moim zdaniem po lekturę powinni sięgnąć dopiero gimnazjaliści, choć dodam, że ja przeczytałam ją za namową mojej jedenastoletniej córki. 

Poznajemy dzieci zamieszkujące małą mieścinę o nazwie Młyny. Miasteczko jest właściwie wymarłe. Z nieznanych przyczyn nic tu nie rośnie i nie rozwija się. Większość mieszkańców wyprowadziła się do większych miast, a porzucone domy straszą pustymi oknami. Dzieci zamieszkujące młyny bawią się same ze sobą nie wymagając od życia zbyt wiele. Najmłodsza Mela jest dzieckiem "innym", wymagającym stałej opieki. Pewnego dnia Mela wypowiada dziwne słowa i od tego momentu we Młynach wszystko się zmienia. Dorośli znikają, przedmioty "ożywają" a w lipcu pada śnieg. We Młynach pozostają tylko dzieci i babcia. Oczywiście dzieci zarządzają akcje ratunkową, której przebieg prowadzi ich wprost do czarnego młyna. 
Czarny młyn to thriller dla młodszych odbiorców. Atmosfera powieści jest tak gęsta i mroczna, że ciarki przechodzą po plecach. Ważne jest to, że oprócz ciekawej i nieco strasznej przygody powieść mówi też o ważnych rzeczach: o miłości, szacunku, o strachu przed porzuceniem, o poświęceniu i o godności. 
Uważam, że nagroda przyznana w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren, zorganizowanym przez Fundację -"ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom" jest naprawdę zasłużona. To książka inna niż wszystkie. 

sobota, 4 lipca 2015

Dom tajemnic

"Dom tajemnic" to druga książka, którą moja Starsza otrzymała jako nagrodę na zakończenie klasy czwartej. Porównanie tej powieści do "Harrego Pottera" jest dużym nadużyciem. Czytałam obie powieści i tak jak Pottera czytałam z dużą przyjemnością, tak przy lekturze  "Domu tajemnic" zwyczajnie się nudziłam.
Kornelia, Brendan i Eleanora to trójka rodzeństwa, która wraz z rodzicami przeprowadza się do pięknego, starego, tajemniczego domostwa. Cena za dom jest dziwnie niska, jednak jest on taki piękny, że rodzice po chwili wahania decydują się na zakup. Dzieciom nie jest jednak dane pomieszkać w spokoju. Już w pierwszym dniu dom zostaje zaatakowany przez Wichrową wiedźmę, która swoja mocą przenosi dom i dzieci do innej krainy. Wichrowa wiedźma ma jedno pragnienie: zdobyć Księgę Życzeń i Zagłady. Problem w tym, że sama nie może jej zdobyć, dlatego też próbuje podstępem i czarami zmusić dzieci do przejęcia księgi i przekazania w jej ręce. Dzieciaki natomiast marzą tylko o tym, żeby wyjść cało z opresji i bezpiecznie wrócić do domu. Niestety do tego jeszcze daleko. Olbrzymy, piraci, latające książki, pilot z czasów II wojny światowej... wiele, naprawdę wiele będą musiały przeżyć zanim bezpiecznie wrócą do mamy.
Książkę przeczytałam bardzo szybko. Prosty język, krótkie rozdziały, szybka akcja - to wszystko przyspiesza czytanie i chęć poznania co dalej. Niestety akcja jest jednowątkowa, prosta i  nie daje zbyt dużo miejsca na przemyślenia. Wszystko podane jak kawa na ławę, co nie pozwala na rozbujanie wyobraźni. Są też w książce takie miejsca przy lekturze których czytelnik ma wrażenie że boksuje kołami w błocie. Już, już ma się coś zacząć, ale jeszcze nie, jeszcze chwileczkę... Frustrowało mnie to okrutnie.
Prosta bajka dla starszych dzieci i nastolatków, którzy od książki nie wymagają zbyt wiele. 

niedziela, 28 czerwca 2015

Cudowna dziewczynka

Cóż ja mam napisać na temat tej książki? Jak ją ocenić? Czy polecić innym czytelnikom, czy też uznać za nic niewarty bełkot? Moje uczucia, jak rzadko, są bardzo różne i skrajne. Z jednej strony piękna historia, która oceniana w kategoriach fikcji niesie za sobą wielkie przesłanie. Z drugiej strony autorce chyba nie o to chodziło, aby powieść traktować tylko i wyłącznie jako literacką fikcję. Co kilkanaście stron w tekście pojawiają się stwierdzenia, które każą czytelnikowi zastanowić się jaki naprawdę jest świat. Czy istnieje tylko to co widzimy? Czy gdzieś tam dalej, głębiej jest coś, co naszym ludzkim umysłom nie daje się uchwycić.... Ta sfera powieści budzi mój stanowczy sprzeciw....
"Cudowna dziewczynka" nie jest powieścią, której akcja pochłania czytelnika. To raczej powolne zagłębianie się w dusze poszczególnych bohaterów. A jest ich kilku. Przede wszystkim mała Anabelle, która w wieku siedmiu lat wybrała się z tatą na zakupy. Pech chciał, że na swojej drodze napotkali inny wóz prowadzony przez pijanego kierowcę. Tacie nic się nie stało, za to mała wylądowała na łóżku nieprzytomna i bez szans na wybudzenie ze śpiączki. Od tego momentu wkoło dziewczynki zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Osoby nieuleczalnie chore po chwili obcowania z Anabelle zdrowieją, a po chorobie nie zostaje nawet ślad. Sława dziewczynki szybko się rozprzestrzenia, a do małego domku, w którym mieszka razem z mamą, zaczynają ruszać pielgrzymki ludzi liczących na cud...
Obok Anabelle poznajemy jej rodziców. Matkę - zagubioną i pognębioną wypadkiem kobietę, która na przekór wszystkiemu zabiera córkę do domu i tam dzień po dniu walczy o jej godność i przetrwanie. Poznajemy również Tatę, który na wieść o stanie córki po prostu ucieka z domu. Nie jest mu jednak łatwo żyć z poczuciem winy. Czytelnik obserwuje jak mężczyzna pomału dojrzewa do tego, aby powrócić do kobiet swego życia i błagać o przebaczenie. Jest jeszcze grono wolontariuszy zwanych "Aniołami Anabelle", którzy po prostu pomagają. I na koniec są Oni - zwykli ludzie potrzebujący pomocy i upatrujący w małej chorej dziewczynce iskierki nadziei na poprawę losu. 
Skąd u mnie  sprzeczne uczucia co do treści książki? Otóż jestem osobą dość twardo stąpającą po ziemi. Moja świadomość nie potrafi zaakceptować cudów, ozdrowień i magii. To wszystko wkładam między bajki. Tymczasem powieść jest tak napisana, że każe....wierzyć, po prostu wierzyć. Opisy (mimo że gdzieś w głębi wiedziałam że są fikcją) są stworzone tak, aby tworzyć wrażenie reportażu. Często suche i jałowe budzą większe emocje w czytelniku niż gdyby były wyrażone kwiecistym językiem. Tu nie ma akcji i zwrotów wydarzeń. Tu jest cierpienie, choroba, skrajnie sprzeczne emocje i mała dziewczynka, w której wszyscy widzą cudotwórcę. 
Ocenę zostawiam Wam. Ja przeczytałam chętnie, ale do lektury tej powieści nie powrócę. Dodam jednak, że książka dała mi wiele. Przede wszystkim ponownie zrozumiałam jak kruche jest życie i jak szybko szczęście może się ulotnić. Po drugie liczy się tu i teraz. Potem będzie potem. 

piątek, 26 czerwca 2015

Kolorowy szalik

Moje dziecię zakończyło kolejny etap edukacji. Ktoś pokolorował kawałek świadectwa na biało - czerwono co oznacza, że córka ma podobno wyróżniła się na tle klasy poziomem wiedzy. Pasek ten, przeciągnięty z góry na dół, predestynował Ją do otrzymania nagrody książkowej. Zawsze ciekawi mnie poziom takiej książki - nagrody i powiem Wam, że w tym roku nie zawiodłam się. Naprawdę jest co czytać.
"Kolorowy szalik" Barbary Kosmowskiej to tomik zawierający dwa opowiadania: "Kolorowy szalik" i "Dziwne spodnie". Oba opowiadania są bardzo przyjemne w czytaniu, choć mówią o trudnych sprawach. Kolorowy szalik to znak rozpoznawczy nowego chłopca, który dołączył do klasy w trakcie roku szkolnego. Niestety nie dołączył do wspólnych gier i zabaw. Ciągle nieobecny na wycieczkach, ogniskach i grach budził niechęć i wrogie zachowania. Trudno będzie pogodzić się dzieciom ze świadomością, jak duży popełniły błąd i jak źle oceniły rzeczywistość. Drugie opowiadanie również dotyka problemu inności i reakcji otoczenia na nią. To co w pierwszej chwili wydaje się mało znaczące i niegodne uwagi nagle urasta do rangi życiowego wydarzenia, a wcześniejszy brak tolerancji na inność będzie pokutował przez długie lata. 
Książka, która moim zdaniem powinna znaleźć się na półce każdego nastolatka. W dzisiejszych czasach, kiedy rzeczywistość postrzegana jest przez pryzmat wyglądu i stanu posiadania, wartości, które niosą w swojej treści oba opowiadania są bezcenne. Książeczka może objętością niewielka, ale zawartością pokonuje niejedno tomiszcze.  

środa, 10 czerwca 2015

Biegnij chłopcze, biegnij

Książki o tematyce wojennej mają to do siebie, że na długo zapadają w pamięć czytelnika. Jeżeli dodać do tego, że bohaterem jest dziecko - pamięć będzie dźwigać brzemię takiej książki bardzo, bardzo długo. Książki takie mają bowiem bardzo często tragiczne przesłanie i nieszczęśliwe zakończenie. Otóż "Biegnij chłopcze biegnij" jest inne... zupełnie inne. 
Bohaterem jest Srulik - mały żydowski chłopiec, którego poznajemy w getcie. Już na samym początku traci rodziców i zostaje sam jak palec. Udaje mu się uciec z getta, jednak każdy kolejny dzień to walka o przetrwanie. Wyjątkowość tej książki polega na tym, że ta walka o przetrwanie jest pokazana przez autora jako coś, co - jak na tamte czasy - jest zupełnie normalne. Autor tworzy swoistego rodzaju kronikę żydowskiego chłopca. Srulik żyje w lesie w zgodzie z przyrodą, biega na bosaka, żywi się darami natury, boi się, ucieka, głoduje, ryzykuje... wszystko opisane bez zbędnych emocji i tragicznych komentarzy. Tak los dał i już. Książka jest na tyle emocjonalnie dostępna, że w niektórych szkołach podstawowych jest lekturą dla klasy czwartej. Mały Srulik jest naprawdę prześladowany i nieszczęśliwy, ale język, którym autor operuje pozwala  młodym umysłom zerknąć na wszystko trochę "zza firanki". Do tego wszystkiego książka naprawdę wciąga i czytelnik mocno zaciska kciuki za przetrwanie tego chłopca. Należy dodać że Srulik ma naprawdę szczęście. Zbiegi okoliczności i dobrzy ludzie, których spotykał na swej drodze pozwolili mu przetrwać ten okrutny czas i ... przekazać tę historię pokoleniom. Bo Srulik to prawdziwa postać. Autor książki usłyszał w Izraelu wspomnienia Jorama Friedmana, którym stał się własnie powieściowy Srulik. Gazeta Wyborcza opublikowała bardzo ciekawy artykuł o Friedmanie, który można przeczytać tu

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Podręczniki i Tania książka

Jestem osobą, która nie lubi odkładać spraw na ostatnią chwilę. Denerwuje mnie ogólny bałagan i rozdrażnienie panujące w okresie "szybko, szybko, bo zaraz się zacznie." Nie lubię panicznego szukania tenisówek dwa dni przed koncertem, białej sukienki na godzinę przed jasełkami  i stroju kąpielowego zaraz przed wyjściem na basen. Nie lubię też przepychania się w hipermarketach w poszukiwaniu kredek, ołówków i zeszytów tydzień przed początkiem roku szkolnego. W ubiegłym roku zasiadłam przed komputerem z listą podręczników dla Starszej w pierwszych dniach sierpnia i okazało się, że to też za późno. Miałam wrażenie, że zwrot "Nakład wyczerpany" będzie mi się śnił po nocach. Dlatego też w tym roku - mając w pamięci horror ubiegłego lata i dwa razy więcej książek do kupienia (wszak Młodszy również zasiądzie w szkolnej ławce), postanowiłam już teraz rozejrzeć się w wirtualnym świecie książek.   
Zawsze byłam wierna popularnym księgarniom (Gandalf, Merlin itp), ale w tym roku, za namową zaprzyjaźnionej Mamy zerknęłam na stronę Taniej książki i ... wsiąkłam. Do cen, które są przecież najważniejsze, przejdę za chwilkę - najpierw o samej księgarni. 
Logowanie - bajecznie proste. Założenie konta trwało dosłownie chwilkę. Bez zbędnych maili, zwrotnych informacji i potwierdzeń - bajka po prostu. Dalsza obsługa strony również bardzo wygodna i intuicyjna. Po wybraniu kategorii "Podręczniki" strona właściwie prowadzi kupującego za rękę. Zresztą zobaczcie sami. Podręczniki - Tania książka. Wybieramy szkołę, wybieramy klasę, wybieramy przedmiot ... i już. Księgarnia ma w swoim asortymencie naprawdę szeroką gamę podręczników z wydawnictw zarówno tych dużych i znanych, jak i tych mniejszych, wręcz niszowych. Pamiętam, jak rok temu zamawiałam podręczniki w kilku księgarniach, bo np. w Gandalfie było wszystko oprócz informatyki, którą zamówiłam w Helionie i podręczników do angielskiego. Nic dziwnego, że pierwsze co sprawdziłam na stronach Taniej książki to własnie te podręczniki. Bardzo mile zaskoczona odkryłam, że wszystkie książki są dostępne. Pomijając oszczędność na kosztach przesyłek (która w przypadku pojedynczych egzemplarzy książek jest naprawdę odczuwalna) zachwyciła mnie wygoda i świadomość, że w tym roku listonosz przyniesie jedną, (jedną!) paczkę, a moje dzieci nie będą nerwowo przeglądać zakupionych już podręczników i notować jakich książek im jeszcze brakuje. 
Wisienkę na torcie zostawiam na koniec - ceny. Wszem i wobec wiadomo, że księgarnie internetowe cenami podręczników nie odbiegają zbytnio od siebie. Zdarza się, że księgarnia proponuje pakiet książek wyjątkowo tanio, jednak cenami pozostałych podręczników często rekompensuje sobie promocje. Moja Starsza od września stanie się dumną uczennicą piątej klasy, a mi skóra cierpnie na myśl o kwotach, jakie wydam właśnie na podręczniki. Młodszy ilością książek też nie będzie ustępował. Po porównaniu cen podręczników w różnych księgarniach mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić - w księgarni Taniej książki JEST NAPRAWDĘ TANIO. Już pierwsze porównanie zbiło mnie z nóg. A oto podręcznik do języka polskiego dla klasy piątej. Cena 17,48 zł. W innych księgarniach powyżej 30 zł. Nie wiem, może to czasowa promocja, ale w takim razie dobrze trafiłam. Cena jest naprawdę bardzo, bardzo atrakcyjna. Porównanie innych podręczników również wypada korzystnie. Różnica w kwotach jest może niewielka, ale patrząc na ilość podręczników,  które zamówię dla moich dzieci, to każda złotówka się liczy. 
Zakupy w Taniej książce polecam każdemu kto lubi tanio i wygodnie kupować książki. Podręczniki też. 

wtorek, 2 czerwca 2015

Pęknięte miasto Biesłan

Straszna książka, a jednocześnie świetnie skrojony reportaż. Jako mama nie mogłam tego czytać, jako człowiek pochłaniałam kolejne strony książki zdumiona okrucieństwem, jakie człowiek może zgotować drugiemu człowiekowi. Autor jest świetnym gawędziarzem, słowa go kochają, a historie biją się o to, które z nich zostaną pierwsze opowiedziane. Historia o Biesłanie nie powinna ujrzeć światła dziennego, ponieważ nie powinna się nigdy wydarzyć. 
O czym jest książka pisać nie będę, bo chyba każdy zna tragedię jaka rozegrała się w szkole podstawowej nr 1 w Biesłanie 1 września 2004 r. Opowieść o losach dzieci i nauczycieli (straszna opowieść) przeplatana jest opisami Południowej Osetii - pięknego kraju zamieszkiwanego przez ludzi o ogromnych sercach. To kolorowa kraina, pełna szumu wstążek, kolorów i gościnności. Tu szanuje się starszych, ceni godność, prawdę i nad życie kocha dzieci. Szkoły są bardzo szanowane bo to one dają przyszłość tej krainie. Początek roku szkolnego jest prawie świętem narodowym, do którego rodziny przygotowują się przez kilka tygodni. I nagle trrrach!......
Przeżyłam książkę bardzo. Nie byłam w stanie jej czytać ciurkiem. Odkładałam, płakałam, czytałam dalej. Najgorsze są opisy losów poszczególnych dzieciaczków, z których niestety większość zginęła. Jest takie jedno zdjęcie, które zapamiętam na zawsze....